
William Kentridge – La Dolce Vita II, 2016
W przekonaniu Ortegi y Gasset’a równość płci to mit,”wewnętrzność, którą odkrywamy w ciele kobiety i którą nazywamy kobietą przedstawia się nam od samego początku jako forma człowieczeństwa niższa od męskiej. Ortega podejmując kwestie różnic między męskością i kobiecością odnosi się nie tyle do fizycznego wymiaru, co do wnętrza. Cechą konstytuującą elementarną kobiecość jest w jego przekonaniu esencjonalna niejasność: „w kobiecym wnętrzu nie ma północy i południa: jest wieczny zmierzch i brzask. Jest sekretem sama dla siebie. Wobec sztywnych męskich konturów, kobieca wewnętrzność zdaje się posiadać jedynie płynne, delikatne linie. Niejasność jak chmura ma zaokrąglone kształty. Odpowiadają temu linie ciała kobiecego, pełne najdelikatniejszych krzywizn – Włosi nazywają to morbidezza…”
Jeśli spytamy, na co mężczyźni najczęściej zwracają uwagę podczas pierwszego spotkania, to będą to oczy. One mówią o nas najwięcej. Spojrzenie wyraża nasze emocje. Zdradza niestety więcej niż chcemy. Dlatego tak ważne dla kobiet jest aby nasze rzęsy zachwycały. Coraz więcej z nas decyduje się na sztuczne rzęsy, chociaż są z naturalnego już nawet tworzywa. Faktycznie wyglądają zachwycająco. Możemy też stosować specjalistyczne odżywki do rzęs, które w kilka tygodni poprawią ich kondycję i sprawią, że staną się zdecydowanie dłuższe niż były. Ale efekt nie jest stały. Zabiegi trzeba powtarzać. Testujemy też nowe maskary. Właśnie pojawiła się ciekawa propozycja MARK maskara firmy Avon.

Idealna jest do pogrubienia rzęs i posiada trzy stopnie dozowania kosmetyku. Pierwszy stopień delikatnie pogrubia.
Drugi-pogrubia mocniej i zagęszcza, tworząc efekt sztucznych rzęs.
Trzecie stopień daje najintensywniejszy efekt. Ale trzeba mieć długie, zdrowe rzęsy, bo w przeciwnym razie zbyt skleja i obciąża rzęsy. Jest jeden minus trójstopniowej technologii – kiedy używamy stopnia 2. lub 3. i chcemy potem przejść do 1., to i tak mamy na szczoteczce dużo tuszu, który pozostał na niej z poprzednich stopni. Zatem trzeba uważać i precyzyjnie nanosić tusz na rzęsy.
Kolejnym kosmetykiem, bez którego nie wyobrażam sobie życia jest samoopalacz. Stosuję go przez cały rok. Na nogi i dekolt. Testuję co tylko pojawia się na rynku. Moim dotychczasowym faworytem był kosmetyk w piance Dax Cosmetics. Niestety trudno go dostać i właśnie trafiłam na kolejną nowość tej marki – OLEJKOWY BALSAM BRĄZUJĄCY. Ma lekką konsystencję mleczka, co ważne! jest o przyjemnym zapachu. Równomiernie się rozprowadza i nie pozostawia smug na skórze. Jedyny mankament, że należy go stosować przynajmniej co drugi dzień, żeby było widać właściwy efekt. Ale jak wspomniałam, ma przyjemny zapach więc można go nanosić często, tym bardziej, że oprócz tego, że poprawia koloryt skóry, to ją nawilża i ujędrnia. Więc działa wszechstronnie.


A na koniec o ciekawym produkcie firmy Dermika, który przyciągnął moją uwagę. Jest to krem BEAUTY EXPRESS ULTRATERAPIA PUNKTOWA na zmarszczki mimiczne.

No właśnie, jestem doskonałym przykładem osoby mającej problem ze zmarszczkami mimicznymi w okolicy ust, tzw. bruzdy nosowej i lwiej zmarszczki (jak widać na dołączonym zdjęciu). Są one wynikiem mojej ekspresyjnej mimiki twarzy, która okazuje każdą emocję w sposób niemal teatralny. Tak, jestem TYPEM EMOCJONALNYM! Impulsem do tworzenia się tych zmarszczek jest powtarzający się mikroskurcz mięśni, który utrwala zmiany w strukturze skóry. Z czasem w tych miejscach pojawiają się bruzdy.

W preparacie, który stosuję od 3 tygodni punktowo, czyli wyłącznie na te dwa obszary skóry, wykorzystano składniki, które trafiają do neuropeptydów, aby zablokować komunikację miedzy neuronami a komórkami mięśniowymi. Zobaczymy, jaki efekt przyniesie ten kosmetyk.

Póki co, jak w dzieciństwie wróżę z listków akacji: KOCHA, LUBI, SZANUJE… ecc i mam nadzieję, że pomimo tych drobnych niedoskonałości moje inne cechy, walory… będą doceniane przez mojego PRINCIPE AZZURRO. Dlatego nie zaprzątam sobie głowy zmarszczkami, cieszę się przyrodą, a zwłaszcza roślinami w moim ogródku, których dary wykorzystuję do tworzenia eliksirów. Rozmaryn, mięta, lawenda… Czujecie ten zapach… Si… Zapach śródziemnomorskich krain, do których Was zabieram.


Eliksiry zaprezentuję podczas najbliższych WARSZTATÓW TWORZENIA KOSMETYKÓW NATURALNYCH O PIĘKNYCH ZAPACHACH dla NIEJ I dla NIEGO. Będą to produkty sensualne, działające niczym afrodyzjaki. A wszystko to z literaturą, malarstwem i muzyką w tle. Zbieram też materiały, robię sesje zdjęciowe, tworzę scenariusz programu telewizyjnego, który niebawem ukazywać się będzie cyklicznie. DOLCE VITA CON AMORE! Tego Wam wszystkim życzę. BO MIŁOŚĆ USKRZYDLA I JEST NAJWAŻNIEJSZĄ WARTOŚCIĄ W ŻYCIU!
Tamara Gotowicka

JARZĘBINA W KOSMETYKACH DIY
Jarzębina jest symbolem tęsknoty, miłości, wrażliwości i rozterek. Jeśli je mamy, podobno warto się do niej przytulić…

Cieszy oczy czerwonymi owocami, które nie tylko przeozdabiają świat, ale także są pożywieniem dla ptaków i dzikich zwierząt.

Ciekawe są związane z nią rytuały. W Anglii jarzębinę ceniono za to, że odstraszać miała czarownice. Jej gałązkę trzymano też przy wezgłowiu łóżka na dobry sen. W mitologii nordyckiej pierwsza kobieta powstała właśnie z jarzębiny. Wedle mitologii greckiej Hebe, córka Zeusa i Hery oraz bogini młodości, która podawała bogom ambrozję, pewnego dnia straciła kielich, który odebrał jej demon. Zeus wysłał więc orła, w trakcie walki z demonem, w każdym miejscu, gdzie spadła jego kropla krwi, wyrastała jarzębina. Według tej legendy liście jarzębiny przypominają pióra ptaka, a owoce – krople krwi.
Jarzębinę kojarzę z Podkową Leśną i babcią, która ją lubiła. W dzieciństwie w podkowiańskim ogrodzie, zrywałyśmy jej owoce i robiłyśmy korale. Patrzę na nią z okna z sentymentem. A jak widzę czerwone owoce, to wiem, że niedługo jesień.

Jeśli chodzi o właściwości zdrowotne to jarzębinę stosujemy w leczeniu chorób nerek, wątroby, w zaburzeniach trawiennych i krążenia. Oprócz witaminy C, jarzębina zawiera kwasy organiczne i antocyjany.
W tym roku postanowiłam wykorzystać jej właściwości pielęgnacyjne i przygotować maseczkę oraz tonik, które zaprezentuję na kolejnych WARSZTATACH TWORZENIA KOSMETYKÓW NATURALNYCH. Mam też w planach krem jarzębinowy. A zważywszy, że jej owoce są bogate w witaminę C (podobnie jak owoce róży, bo je zresztą przypominają), którą moja skóra uwielbia, wiem że to będą doskonale dla mnie produkty. Również ze względu na działanie przeciwzapalne. Oprócz witaminy C owoce jarzębiny zawierają witaminę P, która uszczelnia i wzmacnia śródbłonki naczyń krwionośnych oraz wzmaga działanie witaminy C. Owoce jarzębiny zawierają też sorbitol regulujący procesy odnowy komórek, który wygładza i nawilża skórę. Dodatkowo kwas sorbowy jest konserwantem i hamuje rozwój bakterii oraz grzybów. Z kolei flawonoidy, kwasy, sole mineralne działają antyseptycznie, a przy dłuższym stosowaniu wybielają skórę.

Tonik możemy przygotować z gotowej, suszonej jarzębiny, dostępnej w sklepach zielarskich i jej odwarem przemywać skórę (1 łyżka owoców na 200 ml wody). Zalecany zwłaszcza do pielęgnacji skóry z rozszerzonymi naczyniami i wypryskami.

Ja zebrałam owoce jarzębiny z ogrodowego drzewa i gotowałam je ok. 5 minut wraz z moją ulubioną lawendą (MÓJ AUTORSKI POMYSŁ, DOTĄD NIGDZIE O TAKIM ZESTAWIE NIE CZYTAŁAM!), której piękny aromat wypełnił kuchnię. I czuję go nadal w trakcie stosowania toniku, który przechowuję w lodówce. Spryskuję nim twarz oraz dekolt. Rano jest jak zimny prysznic, dla pobudzenia, a wieczorem dla ukojenia… Recepturę toniku można wzbogacić witaminami i olejkami zapachowymi. Natomiast z reszty ugotowanych owoców postanowiłam zrobić maseczkę. Dla wzmocnienia efektu jej działania, można dodać do niej ulubiony olej i kilka kropli witaminy A i E. Walorem jarzębinowej maseczki jest nie tylko odżywienie i nawilżenie skóry, ale także działanie przeciwzapalne i rozjaśniające. Zatem warto ją stosować regularnie. Moja maseczka pachniała lawendą, wyciszając i kołysząc mnie do snu… Jeśli chcecie nauczyć się, jak przygotowywać kosmetyki naturalne, to zapraszam na nasze WARSZTATY TWORZENIA KOSMETYKÓW NATURALNYCH O PIĘKNYCH ZAPACHACH.

„Czerwone korale, czerwone niczym wino
Korale z polnej jarzębiny…” dla naszej URODY!

Tamara Gotowicka, BEAUTY COACH, redaktor naczelna KOSMETYKA I KSOMETOLOGIA
TAMARA GOTOWICKA, BEAUTY COACH, wydawca i redaktor naczelna czasopisma „KOSMETYKA I KOSMETOLOGIA”. Autorka pierwszego w Polsce podręcznika do nauki języka angielskiego branży kosmetycznej „ENGLISH FOR BEAUTY THERAPISTS (wyd. PZWL). Pomysłodawczyni pierwszego w Polsce kalendarza z perfumami i historią perfumiarstwa. Autorka programu WARSZTATÓW TWORZENIA KOSMETYKÓW NATURALNYCH O PIĘKNYCH ZAPACHACH. 
NATURA, PIĘKNO I ZAPACHY. MÓJ PROGRAM AUTORSKI
Natura od wieków jest niewyczerpalnym źródłem różnych cudownych eliksirów dla naszego zdrowia i PIĘKNA. Natura to źródło wytchnienia! A przede wszystkim daje niezliczoną ilość inspiracji! O czym wiem od czasów dzieciństwa bawiąc się z dziećmi w podkowiańskich ogrodach. W zakopiańskim zresztą też i podczas wycieczek na szlakach górskich z panem Profesorem Kazimierzem Gierżodem, który uczył mnie gry na pianinie od piątego roku życia. Do tego doszła kolejna miłość ITALIA i jej klimat, zapach i smak śródziemnomorskich specjałów… Umiłowanie piękna w każdym detalu. Od przyrody, mody, zapachu, literatury, muzyki i sztuki użytkowej. Właśnie NATURA I PIĘKNO w różnych odsłonach będą tematem mojego autorskiego programu. Mam nadzieję, że międzynarodowy format umożliwi każdemu znalezienie w nim czegoś unikatowego dla siebie.

Rozmowy z ekspertami. Wiele fachowych porad. Przegląd najnowszych zabiegów i kosmetyków. Ale pod nieco innym kątem niż do tej pory… Ale przede wszystkim podpowiedzi, jak czerpać garściami radość z życia i mieć w zasięgu ręki DOLCE VITA!

W programie stawiam na ciekawe rozmowy z PANAMI! Bo kobiet jest zdecydowanie dużo na ekranie. A zważywszy, że tematyka „uderza” do widowni płci pięknej, więc DROGIE PANIE ukłon w Waszą stronę…

Będzie pięknie! Będzie przeciekawie! Pachnąco… bo to LUBIĘ! i nie zabraknie dobrej muzyki! Może zagram na pianinie, może nawet zaśpiewam z ZUCCHERO – „MENTA E ROSMARINO”? Bo w pierwszym odcinku bohaterami mojej pachnącej opowieści jest m. in. i mięta i rozmaryn.

Ponieważ stawiam na spontaniczność i naturalność, bo taka też jestem, więc nie zamierzam się stylizować, fryzować, makijażować! Będę taką TAMI, jak mnie znacie na codzień. Owszem, dbającą o każdy szczegół, przywiązującą uwagę do PIĘKNA, ale w mój sposób. NATURALNY!
Jak widzicie -„pierwsze koty za płoty”. Wplotłam wianek w zmoczone wcześniej deszczem włosy, zerwałam z mojego ogródka lawendę, miętę, rozmaryn i hortensje, zabrałam wcześniej ususzone na tę okazję płatki róży… i kamera ruszyła…

Moja międzynarodowa ekipa stanęła na wysokości zadania! Każdy dał z siebie to, co najlepsze! A na tym właśnie polega NATURALNOŚĆ i SZCZEROŚĆ! To, co widzowie cenią najbardziej!

BUON DIVERTIMENTO! A PRESTO! czyli DOBREJ ZABAWY I MAM NADZIEJĘ DO … SZYBKIEGO OGLĄDANIA! W języku polskim, angielskim i oczywiście … włoskim.

PATRIZIA GUCCI
Marka Gucci oprócz torebek, kojarzy mi się z jednym z moich ulubionych zapachów ENVY. Pamiętam, że po raz pierwszy dostałam go podczas eventu, na którym występowała Kayah. Do dziś pzrechowuję dossier prasowe z tego wydarzenia. Wracałam do tych perfum wielokrotnie. Moja Mama też zawsze wspomina ENVY, jako ulubiony zapach. Niestety od pewnego czasu jest niedostępny, a był oryginalny i trudno mi obecnie znaleźć podobny nawet w tak bogatej ofercie marek niszowych.

Spotkanie z Patrizią Gucci, prawnuczką słynnego Guccia Gucciego, założyciela marki GUCCI, wiązało się z promocją jej autobiograficznej książki – „Gucci, Prawdziwa historia dynastii sukcesu”.

Firmę założył Guccio Gucci na początku ubiegłego wieku. W 1922 roku była to mała manufaktura rodzinna, zarejestrowana w Izbie handlowej we Florencji pod nazwą – WALIZKI I AKCESORIA PODRÓŻNE. Manufaktura wkrótce stała się znakiem firmowym, ambasadorem Włoch.
Jak podkreśliła Patrizia Gucci: „Majestatyczność sztuki florenckiej i rozwój tak wielkiego piękna na przestrzeni wieków rozbudziły estetyczną wrażliwość, dzięki której produkty Gucci były wyjątkowe”. Ogromna w tym zasługa założycieli firmy, którzy pełni byli entuzjazmu. Były to osoby wrażliwe na piękno i ceniące dobrze wykonane, efektowne przedmioty. Jakość produktów Gucci w połączeniu z włoskim stylem, smakiem, to niewątpliwie zadecydowało o sukcesie tej marki.
Powróćmy do książki, Patrizia Gucci rozpoczyna opowieść od najwcześniejszych wspomnień, które niczym film wprowadzają nas w klimat ubiegłego stulecia. Dziadek Gucio Gucci w 1898 roku wyemigrował na cztery lata do Anglii, gdzie zatrudnił się w hotelu Savoy nieopodal Trafalgar Square. Pracował tam na stanowisku windziarza. Dzięki tej pracy mógł obserwować sławnych gości przybywających z wszystkich stron świata i ich bagaże, walizki, skórzane worki, pudła na kapelusze, kufry, wypolerowane na błysk ozdobione w metalowe zawiasy i klamry. Guccio był pod wrażeniem inicjałów i monogramów znajdujących się na bagażach, dzięki którym były one jeszcze bardziej cenne i wyszukane. Wówczas przywoływał w pamięci znane mu pracownie kaletnicze z Florencji. Jak podkreśla autorka: „Nostalgia za Toskanią, polami i zapachem ojczystej ziemi stawała się coraz silniejsza (…)”. Zatem zdecydował wrócić do Florencji.

Patrizia wspomina miejsca, gdzie przebywała w dzieciństwie. Przywołuje m. in ich zapach. W luksusowej willi na via della Camilluccia w Rzymie, w rezydencji rodziny Gucci, z dwiema palmami przy wjeździe oraz basenem, z wieloma salonikami, pokojem z fortepianem i kominkiem, gdzie dziadek Aldo Gucci zbierał wszystkie wnuki i pięknie grał na fortepianie i kontrabasie, wspomina o charakterystycznym zapachu wosku do parkietów i drewna.
Podczas trzymiesięcznych wakacji w Ronchi, w tak zwanym białym domu, należącym do cioci Drusilli i jej męża Roberta, brata ojca Patrizi, cudowną chwilą, jak pisze autorka, było „otwarcie kufra z letnimi ubraniami pełnymi falbanek i białych kołnierzyków i oddychanie niezwykłym zapachem czystości, który bił z niego”.

Patrizia Gucci opisując warsztat pracy, w którym powstawały torebki oraz inne działa sztuki użytkowej, jak również perfumy sygnowane słynnym znakiem firmowym GG, pamięta doskonale charakterystyczny zapach … SKÓRY! „Ojciec pozwalał mi bawić się ścinkami materiałów i przy okazji mój węch przyzwyczajał się do tego szczególnego zapachu skóry, który jeszcze dzisiaj, gdy wejdę do pracowni, przenosi mnie w przeszłość (…)
Pewnego razu (…) tata odciął kawałek skóry i powąchał go, a ja pomyślałam – Co on wyprawia? Wyjaśnił mi, że skóra ma specyficzny zapach gwarantujący oryginalność danego materiału (…)”.
Zatem nie tylko perfumy, jak by się mogło zdawać, ale także zapach wysokiej jakości materiałów, z których wykonywano różne akcesoria sygnowane nazwiskiem GUCCI, świadczyły o wysokiej jakości tych ponadczasowych dzieł, które doceniono i nadal docenia się na całym świecie.
Patrizia Gucci zajmuje się teraz projektowaniem różnych akcesoriów pod własnym szyldem, w tym także pończoch. W kolekcji naszej polskiej marki Marylin znajdziemy jej niezwykle kobiece projekty.


Choć nie mam żadnej torebki marki GUCCI, to z wielką radością mogę pochwalić się dedykacją autorki tej niezwykle ciekawej książki – „Gucci. Prawdziwa historia dynastii sukcesu”, z wyrazami jej sympatii i komplementem, że mam piękne imię! I to zawsze będzie najpiękniejszą pamiątką mojego spotkania z przedstawicielką rodu Guccich.


„Gucci. Prawdziwa historia dynastii sukcesu” Patrizia Gucci, 2015 Mondadori Electa S.p. A., Milano: Edra Urban&Partner, Wrocław 2017, przekład Grzegorz Niedźwiedź.
Tamara Gotowicka, Psychocosmetology&Smell Education
PACHNĄCE PEELINGI O WŁAŚCIWOŚCIACH DETOKSYKUJĄCYCH
Romansuję… właśnie z dwoma ulubionymi peelingami. Jeden z nich jest do twarzy – Green Tea Detox Face Scrub marki Teaology. Jak nazwa wskazuje jest na bazie zielonej herbaty, której fusy zawieszone zostały w formulacji wypełnionej kryształkami cukru.

Peeling doskonale oczyszcza skórę, wygładza. Ma przyjemną, kremową konsystencję i delikatny zapach, przypominający mi perfumy OUI Kenzo? Te z zanurzoną perłą,,, Hmmmm!


Do ciała stosuję scrub Detoxifying Body Exfoliation Bali Spa z enzymami papai. Kosmetyk zawiera olejki eteryczne, które poprawiają też nastrój, wyciszają i sprawiają, że pielęgnacja w domowym SPA staje się nielada przyjemnością.
Kwiaty i roślinność Bali z pewnością działają na naszą wyobraźnię. Ale i my w Polsce mamy zwłaszcza teraz wiosną, przepiękną przyrodę budzącą się do życia. Jak np. kwitnące drzewka mirabelki, które pachną i koją zmysły, zapraszając do spacerów! Nie traćmy więc czasu i kiedy tylko się uda, korzystajmy z uroków natury! Pielęgnujemy ogrody, okoliczne skwerki. Kupujmy do domu kwiaty. Jak mój znajomy, VITO, który uczy w ten sposób Syna, by miał chłopiec ten nawyk – podziwiania piękna i zapachu. A z czasem wręczania bukietów nam… KOBIETOM!


POLECAM!
Tamara Gotowicka,
BEAUTY COACH
StarSkin – Maska z gwiazdorskim rodowodem dla NIEJ I DLA NIEGO!
Ostatnim olśnieniem w naszej kosmetycznej krainie są produkty koreańskie. Jednym z nich jest StarSkin biocelulozowa maska i peeling wyprodukowane właśnie w Korei.

Co ją wyróżnia od innych podobnych na rynku? W szczelnym opakowaniu znajdziemy puszek, podobny do tych, które stosujemy w pudrach. Jest on nasączony specjalnie dobraną mieszanką składników oczyszczająco-peelingujących, które po dodaniu kilku kropel wody tworzą pianę. Pocieramy nim skórę przez 2-3 minuty, łagodnie usuwając wszelkie zanieczyszczenia. Miałam wrażenie, że ma on podobną formulację do słynnego peelingu dr Brandta, czyli bardzo drobne, kujące wręcz drobinki, niczym – wata szklana.

W składzie peelingu znajduje się kwas mlekowy i glikolowy. Zatem należy uważać na oczy, by ich nie podrażnić. Po umyciu buzi i rozpuszczeniu martwych komórek naskórka przez kwasy czas na odżywienie skóry. Czyli nałożenie maseczki biocelulozowej ze składników pochodzących z fermentacji. A dlaczego składniki sfermentowane są lepsze niż zwykłe ekstrakty? Ponieważ to proces rozkładu lub przekształcania związków organicznych (białka, węglowodany), przy użyciu mikroorganizmów (są to bakterie Lactobacillus i grzyb Saccharomyces). Surowce roślinne poddane temu procesowi mają mniejszą wielkość cząsteczek, przez co znacznie łatwiej przenikają przez skórę i są lepiej przyswajane.



SORAYA W WALCE Z CELLULITEM
SORAYA zaprosiła na nas do PIN UP STUDIO na konferencję poświęconą pielęgnacji skóry ciała. Chcemy pozbyć się niedoskonałości, cellulitu, zbędnego tłuszczu, zatem ruch i masaż są najważniejszymi elementami tej terapii.

Naukowcy odkryli, że spożywany w diecie cukier przyczynia się nie tylko do rozrostu tkanki tłuszczowej, ale również prowadzi do osłabienia kolagenowego fundamentu skóry. Dzieje się tak w wyniku procesu glikacji, w którym cukier osłabia włókna kolagenowe. W rezultacie skóra traci gęstość i sprężystość, co sprzyja powstawaniu cellulitu. Należy też pamiętać, że utrata wagi nie wystarczy aby mieć piękne ciało.


Odżywcze preparaty marki SORAYA, m. in BALSAM DO CIAŁA BODY DIET 24 ANTYCELLULIT ANTYGLIKACJA, czy SERUM są przeznaczone do specjalistycznej pielęgnacji ciała, niwelują cellulit. Innowacyjna formuła oparta na połączeniu Kompleksu antyglikacyjnego oraz Technologii kosmetycznej liposukcji, wykorzystuje nowatorskie składniki, które poprawiają gęstość i sprężystość skóry. Kompleks antyglikacyjny hamuje proces glikacji i wzmacnia kolagenowy fundament skóry.Technologia kosmetycznej liposukcji ogranicza komórkom tłuszczowym kalorie i pobudza je do spalania tłuszczu 24 godziny na dobę. Należy te preparaty wsmarowywać podczas 2 minutowego masażu. Najlepiej przy ulubionej muzyce!

A jeśli o niej mowa, to podczas spotkania zaproszono nas do TAŃCA. Tomek Barański zaprezentował układ taneczny, który pobudził nas do … życia! Humory były wspaniałe! I obietnice większości Pań, że już zapisują się do szkoły tańca!

Ja chodzę regularnie na zajęcia do Natalii na Sexy Dance, które odbywają się w ZDROFIT FITNESS CLUBIE. To wspaniała zabawa, która poprawia nie tylko wygląd ciała, dodaje ruchom gracji, ale również odstresowuje! Wcielamy się w wiele różnych ról. Także przebieramy! Nagrywamy filmiki! Koleżanki podkreślają, że nareszcie czuja się kobieco! Jak ja to rozumiem! GORĄCO POLECAM!




Jeśli zależy Wam na 100 proc. kosmetyku naturalnym na cellulit, to zapraszamy na nasze WARSZTATY TWORZENIA KOSMETYKÓW NATURALNYCH O PIĘKNYCH ZAPACHACH. Będziecie mogli wykonać preparat na miarę potrzeb skóry. Dobrany też według preferencji zapachowych!
Tamara TAMI Gotowicka

LIP BALM BACI OH!TAMI SEXY&CHIC
Mam duże usta. Zazwyczaj bywają niestety spierzchnięte. Nakładam na nie zawsze balsamy przed użyciem ulubionych pomadek a nawet błyszczyków. Ale powiem szczerze, że nie zauważyłam znacznej poprawy. Owszem w momencie nałożenia balsamu usta stają się gładkie na jakieś kilka minut. A potem… ponownie są wysuszone. Poza tym zauważyłam, że smaki tych balsamów, pomadek nie są dla mnie przyjemne. Mdłe, ciężkie, lub zbyt cukierkowe. Zapachy syntetyczne, które niewiele mają wspólnego z elegancją. A ja jestem indywidualistką. Kocham zapachy ale muszą być SOHISTICATED! Wyszukane! Nie lubię też miodu. Nikt mnie nie namówi na smarowanie nim ust. Takie przaśne metody pielęgnacji nie są dla mnie.

Ostatnio poczułam nawet gorycz w ustach po posmarowaniu ich balsamami i pomadkami ochronnymi. I zdarzyło się coś zupełnie przypadkowego, co skłoniło mnie do zrobienia balsamu do ust z naturalnych składników. Po pierwsze zbliżające się WARSZTATY KOSMETYKÓW NATURALNYCH, gdzie Klient poprosił m. in o kosmetyki do ust. ale też spotkałam sąsiadkę, której przy okazji zaprezentowałam dwa mojego dzieła kremy: ROSA D’OR oraz RUMOWY BALSAM DO CIAŁA. Pani Halinka zwierzyła się, że największym jej problemem są wysuszone usta. Nic nie pomaga. Więc niedługo myśląc, tego samego dnia przystąpiłam do stworzenia własnej receptury BALSAMU DO UST na bazie drogocennych olejów i witamin. Przewertowałam mnóstwo książek, zapoznałam się z technologią wykonywania tych kosmetyków. I… stworzyłam Balsam do ust!
Najważniejsze, że znam skład tego kosmetyku i wiem, że jest w 100 procentach naturalny. Stworzony został na bazie drogocennych dla skóry olejów, z dodatkiem dużej dawki witaminy A oraz E i co najważniejsze z naturalnymi aromatami, które można nawet zjeść!
Wykonałam kilka wersji kolorystycznych i zapachowych: bezbarwną, tzw. nude, czyli delikatnie podkreślającą koloryt ust, żółtawą i pomarańczową. Dodałam też połyskujące opiłki, dzięki temu balsamy lśnią.

Jestem wreszcie usatysfakcjonowana! Balsamy mają treściwą formułę, ale lekką, nie klejąca się konsystencję. Doskonale nawilżają i odżywiają moje usta. Są niczym maseczka pełna zdrowia i przywracająca moim ustom piękny wygląd i gładkość.

Teraz pomadka wspaniale się na nich prezentuje. I w te mroźne dni, czy też po pocałunkach… od których jestem uzależniona, nie obawiam się, że moje usta będą spierzchnięte. LIP BALM BACI! (po włosku POCAŁUNKI) OH! TAMI SEXY&CHIC! Polecam! MUST HAVE!!! I życzę mnóstwo kissesssssss!

Tamara Gotowicka
PEPTYDY RYBIE W KOSMECEUTYKACH LARENS
Nic nie zdarza się przypadkiem – jak mawiał słynny dziennikarz, pisarz włoski, TIZIANO TERZANI. Rano obudził mnie telefon z zaproszeniem na event poświęcony kosmeceutykom polskiej marki LARENS.

Spotkanie odbyło się w warszawskim SPA CECE, gdzie goszczono profesora Andrzeja Frydrychowskiego, wybitnego naukowca mającego na koncie 5 patentów oraz wiele wyróżnień przyznawanych nie tylko w kraju, ale też w Brukseli i Genewie.
Profesor Frydrychowski od 2003 roku jest przewodniczący Rady Naukowej w firmie WellU. Współpraca zaowocowała odkryciem niezwykłej moedtody ekstrakcji oligopeptydów oraz polipeptydów ze skór rybich. To one stanowią bazę kosmeceutyków LARENS. Naturalne pepetydy pochodzą z trzech grup białek: dekoryny, lumikanu oraz histonów. Udało się stworzyć kosmetyki, które zawierają nawet 100 krotnie więcej peptydów, niż produkty innych marek.

Ten aktywnie biologicznie działający eliksir młodości dostarcza skórze najcenniejszych substancji, które przenikają do głębszych warstw skóry i stymulują procesy związane ze zwiększeniem elastyczności skóry, usuwają przebarwienia i zwiększają grubość skóry właściwej i naskórka. Czy trzeba coś więcej?
Miłym zaskoczeniem jest także obecność w ofercie WITAMINY C, mojej ULUBIONEJ, która jest doceniana także przez moją skórę.

W ofercie znajdziemy kosmetyki do pielęgnacji domowej oraz profesjonalne przeznaczone dla salonów kosmetycznych, w tym kwasy.

SERUM Face Repair Spray czyli pepdydowe serum, mgiełka, tonik do twarzy oraz włosów doskonale przygotowujący skórę do pielęgnacji. Także ma w składzie witaminę C, biotynę oraz koloidalne srebro, które działa antybakteryjnie, czyli wszystko, to czego potrzebuje moja problematyczna cera. Serum nawilża, odżywia i pachnie… Przyjemnie się je stosuje rozpylając mgiełkę na skórze. Efekty widzę już po 3 dniach stosowania. Skóra wygląda zdrowo. Do tego stosuję LIFTINGUJĄCY krem z kwasem hialuronowym, witaminą E i wypełniaczem zmarszczek i bruzd oraz z ekstraktem z alg.

Wypróbowałam też pomadkę, doskonałą na spierzchnięte usta, a ponieważ mam duże, więc zawsze przed nałożeniem pomadki, muszę je nawilżyć i odżywić. Krem GLA FACE CREAM, z kwasem gamma-linolenowym, olejem z ogórecznika, olejem z awokado, z kiełków pszenicy, aloesem i ekstraktem z gingko biloba ma właściwości regeneracyjne, odżywcze. Jedyny mankament to niezbyt przyjemny dla mnie zapach. Ale potraktuję go jako kurację naprawczą dla mojej skóry.

Podczas prezentacji nie zabrakło ciekawych rozmów na temat m. in przyszłości kosmetologii, działania kolagenu i witamin oraz miłych tematów w kręgu sympatycznych osób.


Czekam na zabieg na bazie kosmeceutyków LARENS, a o jego efektach niezwłocznie poinformuję.

